Niniejszy serwis wykorzystuje pliki cookie. Korzystanie z serwisu oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Młodzież w sieci

Historia jednego obiektu

Baby nieborowskie

 

Obiektami, które zawsze nas intrygowały, są cztery rzeźby w parku nieborowskim, zwane potocznie Babami nieborowskimi. Ustawione na osi widokowej między szpalerami, nie pzowalają przejść obok sibie obojętnie. Baby nieborowskie, przedstawiające tajemnicze kobiece postacie to rzeźby kultowe koczowniczego plemnienia Połowców, datowane na XII- XIII w. Zanim trafiły do majątku książąt Radziwiłłów, przebyły długą drogę, sprowadzono je bowiem z terenów z Podola. Za inicjatorkę ich pozyskania, początkowo  uznawano Helenę Radziwiłłową, ale prawdopobnie pojawiły się one w dobrach nieborowskich dopiero za czasów jej synowej- Aleksandry ze Steckich Radziwiłłowej. Pierwotnie zdobiły dziedziniec, wybudowanej w latach 50. XIX w. wilii,znajdującej się na terenie ogrodu arkadyjskiego. Niestety, wspaniałą willę Aleksandry znamy tylko z archiwalnych fotografii. W 1893 r. kolejny właściciel dóbr - Michał Piotr Radziwiłł przeniósł rzeźby z Arkadii do Nieborowa, gdzie stoją do dziś. 

 

 

 

Kominki i piece kaflowe

 

„Marznę w swoim pokoju parawanami się obstawiwszy” - skarżyła się do męża księżna Helena Radziwiłłowa w 1803 r. W dobie ogrzewania centralnego, nie zdajemy sobie sprawy, że dawniej ogrzewanie budynku stanowiło nie lada problem. W zimie pomieszczenia były w większości niedogrzane, a część z nich na ten czas po prostu zamykano.  Do ogrzewania służyły piece i kominki, które jak zauważycie choćby w pałacu nieborowskim znajdują się obok siebie. Kominki dawały szybko ciepło, ale stygły zaraz po wygaszeniu. Oprócz funkcji grzewczej dawały światło oraz były swoistymi wentylatorami, co wobec rzadkiego wówczas zwyczaju wietrzenia pomieszczeń, odgrywało nie lada rolę. Niestety ich wadą było to, że kiedy nie było „cugu” wyrzucały na pokoje kłęby czarnego dymu. Niekiedy też stawały się przyczyną nieszczęść. Od płonącego ognia łatwo zajmowała się odzież tych, którzy zbytnio się do niego zbliżyli. Trzeba było pilnować zwłaszcza dzieci, które nie zdawały sobie sprawy z zagrożenia. Piece kaflowe dłużej się rozgrzewały, ale i dłużej trzymały ciepło niż kominki. Palono w nich raz dziennie - zwykle rano, przez co najwyższą temperaturę uzyskiwano w południe. Wieczorem piece stygły. W szczególnie mroźne dni w piecach palono dwa razy. Za opał służyło głównie drewno, pozyskiwane z własnych lasów. W drugiej połowie XIX w. węgla kamiennego używano raczej niechętnie. Trzeba było sprowadzać go z daleka, przez co był dużo droższy. Przypomnijcie sobie umiejscowienie pieca w Salonie Żółtym i pieca w Sypialni Wojewody - sąsiadujących ze sobą wnętrz. Piece są skupione w tym samym narożniku, ponieważ połączone były wewnątrz ściany jednym ciągiem komunikacyjnym. Architekci tak projektowali wnętrza, by w piecach rozpalać "od środka". W ten sposób piękne pałacowe pokoje nie były narażone na zabrudzenia....co nadrabiały już kominki

 

 

 

Srebrne łyżeczki
 
W kolekcji sreber nieborowskiego muzeum znajduje się unikatowy komplet srebrnych łyżeczek, datowanych na 2 połowę XIX w. Nie służyły one do mieszania napojów, nie spożywano nimi też deserów... łyżeczek o takim szpiczastym kształcie używano do jedzenia grejpfrutów. Muzeum w Nieborowie i Arkadii to jedno z nielicznych muzeów, w którym zachował się tego typu komplet sztućców.
 
Ciekawostką jest fakt, iż w XVIII i XIX w. grejpfruty nazywane były shaddockami. Nazwa pochodziła od nazwiska kapitana Jamesa Shaddocka, który sprowadził i zadomowił te owoce na wyspie Barbados.
 

 

Głowa Niobe

 

Dziś opowiemy o obiekcie, który jest znany każdemu, kto odwiedza Pałac Radziwiłłów w Nieborowie....antyczna głowa Niobe, stojąca w centralnym miejscu Sieni Głównej.

Niobe - mitologiczna postać, nieszczęśliwa matka siedmiu synów i tyluż córek, która z rozpaczy po ich śmierci skamieniała.
Nieborowską głowę wykuł w marmurze rzymski rzeźbiarz na wzór greckiego oryginału z IV wieku p.n.e. Jest to jedna z najlepszych replik greckich, której nie dorównują inne starożytne kopie przechowywane dziś w Rzymie, Florencji, Oxfordzie, Broklesby i Dreźnie.
Ta słynna rzeźba dostała się z Rzymu przez Anglię do Petersburga. Jako dar Katarzyny II dla księżnej Heleny Radziwiłłowej, dokonany z pewnością przed śmiercią carycy, głowa Niobe w 1802 r. została przetransportowana statkiem z Petersburga do Gdańska.
Twarz Niobe, która tak urzekła Gałczyńskiego, jest w pełni zachowana, choć wydaje się, że pierwotnie była popękana, a szczeliny potem tylko „zaszpachlowano” gipsem. Zatem niewątpliwie antyczny oryginał poddano w XVIII w. typowym wówczas zabiegom konserwatorskim. Wówczas dodano także do antycznej głowy popiersie i postument.
W kwietniu 2005 r., na terenie Willi Kwintyliuszy (Villa dei Quintilli), czyli w dzisiejszym parku archeologicznym rozciągającym się pomiędzy dwiema słynnymi drogami wychodzącymi z Rzymu na południe: via Appia Antica i via Appia Nuova, dokonano spektakularnego odkrycia dwumetrowego posągu Niobe, pozbawionego głowy.
W 2006 r. przewieziono z Nieborowa do Rzymu gipsowy odlew głowy. Okazało się, że proporcje obu części rzeźby oraz ruch głowy i korpusu Niobe zdają się do siebie pasować, porównywalne są także styl i wysoka jakość artystyczna obu tych elementów.
To niedawne odkrycie posągu Niobe w Rzymie, do którego nieborowska głowa zdaje się przynależeć, przypomina nam, jakie arcydzieło kryje się w Sieni Głównej Pałacu Radziwiłłów w Nieborowie.
 
 

 

 

Portret Anny Orzelskiej- Antoine’a Pesne’a

 

Portret Anny Orzelskiej powstał w warsztacie Antoine’a Pesne’a, najprawdopodobniej na zamówienie Augusta II. Przepiękny portret miał zdobić Pałac Błękitny w Warszawie. Przed 1736 r. portret został przywieziony do Nieborowa przez zaprzyjaźnioną z Anną Orzelską, Fryderykę Karolinę von Vitzthum – Eckstäd Lubomirską (wraz z mężem Aleksandrem Jakubem Lubomirskim byli właścicielami Nieborowa w latach 1723 - 1736).
Anna Orzelska (22 XI 1707 - 27 IX 1769) była córka Augusta II Mocnego i jego metresy Henryki Renard – Duval (córki właściciela winiarni w Warszawie). W r. 1724 przyrodni brat Anny, Fryderyk August Rutowski odszukał siostrę i przedstawił ojcu. August zobaczywszy uderzające podobieństwo, uznał tę niespełna 16-letnią dziewczynę za swoja córkę, nadał jej nazwisko i tytuł hrabiny Orzelskiej.
Anna Orzelska uważana jest za jedną z piękniejszych kobiet doby baroku. Minister gabinetu saskiego opisał ją w 1725 r. jako „...szatynkę o kibici bardzo wysmukłej i wzrostu ponad średniego, cerę ma o wiele jaśniejszą i bardziej gładką niż zazwyczaj u szatynek; oczy czarne, piękne i pełne wyrazu, włosy bujne w pięknym kasztanowym kolorze, ramiona ślicznie toczone, buziak jak malina etc.”. Podobno było w niej coś bardzo ujmującego, co wzbudzało momentalnie bezgraniczną sympatię. Zwracała uwagę swoim umysłem, wykształceniem i literackim zainteresowaniem. Lubiła polowania, tańce, jazdę konną. Była również osobą niezwykle wrażliwą. Potrafiła podobno nagle z wyrazem rozpaczy na twarzy przerwać menueta, zaszyć się w swoim pokoju i następnego ranka odwiedzać chaty największej biedoty.
Anna Orzelska to najukochańszą córką Augusta II Mocnego. Na ucztach i balach wszyscy oddawali jej hołd, jedni czynili to szczerze, inni przez wzgląd na króla, wypatrując jego łask. W pięknej Annie kochało się wielu, nawet następca tronu pruskiego Fryderyk, ojciec jednak wydał ją za księcia Karola Ludwika Holstein Beck, z którym miała jedynego syna, Karola Fryderyka. W 1730 r. odbyło się w Warszawie wspaniałe wesele, a potem wesołe życie na drezdeńskim dworze. Jednak po śmierci ojca-króla w 1733 r. Orzelska rozwiodła się z mężem i za zgodą Augusta III zamieszkała w Wenecji. W latach 40-tych przeniosła się do Francji, nie bardzo świecąc przykładem, toteż inny przyrodni brat, Maurycy Saski, wolał, żeby opuściła Paryża. Nie bardzo wiadomo, co się z nią dalej działo; mieszkała w Awinionie i w Grenoble, jakiś czas w Rzymie. Zmarła w 1769 r. w Awinionie.
 

 

 

Zegar wahadłowy, konsolowy z wytwórni François Festeau

 

Kolejny przedmiot, który chcemy Państwu zaprezentować to zegar wahadłowy, konsolowy z wytwórni François Festeau, z lat 40-tych XVIII w. 
Dziś dumnie prezentowany na kominku w Małej Jadalni. Dlaczego wybraliśmy właśnie ten zegar? Wszak zegarów w muzeum jest wiele, stoją prawie w każdym pomieszczeniu…a więc zacznijmy opowieść, jednak tym razem od końca.  Jeszcze do maja 2018 r. nikt z Państwa, którzy odwiedzaliście Muzeum w Nieborowie i Arkadii na pewno tego zegara w Małej Jadalni nie widział. Powrócił on bowiem niedawno z dalekiej podróży w czasie. Został odnaleziony wśród wielu eksponatów znajdujących się w magazynie Zamku Królewskiego na Wawelu. Jak to się stało ?
Zaczątkiem poszukiwań stał się list Janusza Radziwiłła z 27 stycznia 1948 r. adresowany do Stanisława Lorentza, a odnaleziony w ostatnich latach podczas badań archiwalnych dotyczących zbiorów Radziwiłłów z Nieborowa. Nadawca wspomniał w nim o zegarze Festeau wywiezionym z Nieborowa, a który w momencie pisania listu znajdował się w jednej z sal Zamku Królewskiego na Wawelu.
Po wnikliwych badaniach muzealników okazało się, że ten cenny przedmiot w czasie działań wojennych nie umknął uwadze niemieckich przedstawicieli biura Specjalnego Komisarza ds. Zabezpieczenia Dzieł Sztuki na Wschodnich Terenach Okupowanych. Zegar został wywieziony z Nieborowa w 1940 r. razem z innymi dziewiętnastoma dziełami sztuki. Na protokole podpisanym przez Józefa Mühlmanna widniał pod pozycją 13 (zegar Festean (sic!) z hebanowego drewna z rokokową brązową dekoracją) i trafił do składnicy w Krakowie, a po wojnie na ekspozycję Zamku Królewskiego na Wawelu.
Co było przed wojną ?
Informacje o zegarze odnaleźliśmy w zachowanym inwentarzu z 1939 r., gdzie ukrył się pod nieprecyzyjnym zapisem „Zegar Boulle”z odręcznym dopiskiem „zabrali Niemcy”. Zegar ten znajdował się w pokoju jadalnym (obecnie zwanym Małą Jadalnią), gdzie stał na dużym rokokowym kominku. Potwierdzenie tego faktu w postaci fotografii udało się odnaleźć w czasopiśmie „Ziemia” z 1936.
Ostatnim elementem układanki, który dopełnił całości historii zegara, był list Michała Piotra Radziwiłła do matki z końca XIX w. Właściciel Nieborowa opisuje w nim fakt zakupu przepięknego zegara od Festeau z Paryża: „Pan Wrotnowski zjechał się tu z zegarem wielkiej piękności (…) za 200 rubli. Że znalazłem okazję wyjątkowo rzadką (…) zegar kupiłem jako bardzo rzecz potrzebną do Nieborowa”. Dopełnieniem listu jest odręczny rysunek zegara wykonany przez księcia Michała Piotra. Tak oto historia zegara została rozwiązana i po wielu latach rozłąki zegar ponownie zdobi kominek w Małej Jadalni.